Stanisław Srokowski

PISARZE POLSCY WE LWOWIE

Zacznijmy od końca. Od pisarza, który wprawdzie urodził się we Lwowie, ale niemal zaraz po urodzeniu musiał ten niezwykły gród opuścić. Nie mógł więc wejść głęboko w korzenie tego miasta i opowiedzieć o nim więcej, niż opowiedział w swojej twór- czości. Ale i tak odnajdujemy ważne ślady pamięci. Mówimy o Adamie Zagajewskim, jednym z wybitniejszych współczesnych pisarzy polskich, poecie, eseiście, tłumaczu i prozaiku. Urodził się, jak wspomnieliśmy, we Lwowie 21 czerwca 1945 r. A więc wła- ściwie już po II wojnie światowej, czyli wtedy, kiedy z tej ziemi ocaleni z ukraińskiego ludobójstwa Polacy zostali wypędzeni. Wraz z rodziną przybył do Gliwic, gdzie ukoń- czył V LO, następnie na Uniwersytecie Jagiellońskim studiował psychologię i filozo- fię. I z Krakowem związał swoje losy na długie lata, krążąc wprawdzie po świecie, ale też powracając, kiedy tylko nadarzała się okazja. I to on właśnie napisał interesujący wiersz pt. Jechać do Lwowa. Wiersz o mieście, ostoi polskości, którego legenda rośnie wraz z biegiem czasu, jak to miasto się od nas oddala. Oto strofy poświęcone rodzicom:

Jechać do Lwowa. Z którego dworca jechać do Lwowa, jeżeli nie we śnie, o świcie, gdy rosa na walizkach i właśnie rodzą się ekspresy i torpedy. Nagle wyjechać do Lwowa, w środku nocy, w dzień, we wrześniu lub w marcu. Jeżeli Lwów istnieje, pod pokrowcami granic i nie tylko w moim nowym paszporcie, jeżeli proporce drzew jesiony i topole wciąż oddychają głośno

jak Indianie a strumienie bełkocą w swoim ciemnym esperanto a zaskrońce jak miękki znak w języku rosyjskim znikają wśród traw. Spakować się i wyjechać, zupełnie bez pożegnań, w południe, zniknąć

tak jak mdlały panny.

……………………………………………..

Zawsze było za dużo Lwowa, nikt nie umiał zrozumieć wszystkich dzielnic, usłyszeć szeptu każdego kamienia, spalonego przez słońce, cerkiew w nocy milczała zupełnie inaczej niż katedra,

…………………………………………

Dzwony biły i drżało powietrze, kornety zakonnic jak szkunery płynęły pod teatrem, świata było tak wiele, że musiał bisować nieskończoną ilość razy, publiczność szalała i nie chciała opuszczać sali.

…………………………………………………..

było za dużo

Lwowa, nie mieścił się w naczyniu, rozsadzał szklanki, wylewał się  ze stawów, jezior, dymił ze wszystkich kominów, zamieniał się w ogień i w burzę, śmiał się błyskawicami, pokorniał,

wracał do domu, czytał Nowy Testament, spał na tapczanie pod huculskim kilimem,

było za dużo Lwowa a teraz nie ma go wcale

……………………………………………..

i teraz tylko w pośpiechu pakować się, zawsze, codziennie

i jechać bez tchu, jechać do Lwowa, przecież istnieje, spokojny i czysty jak

brzoskwinia. Lwów jest wszędzie.

W szkicu opublikowanym na portalu http://nplp.pl/artykul/lwow/2/ Monika Ru- daś-Grodzka, wykorzystując zdanie Artura Hutnikiewicza o Lwowie, pisze:

Historia tego miejsca pełna była dramatycznych i burzliwych wydarzeń, jednak pierwsza połowa XIX wieku to dla niego czas szczególny. Za sprawą artystów literatów, historyków zaczęto je identyfikować z wolnością intelek- tualną, która wpływała na klimat (…). Zmysł krytyczny i swoisty rodzaj au- toironii, jaki się z tym wiązał, wpłynął na rozwój takich literackich form, jak anegdota, paszkwil, pamflet, pastisz. Nie tylko literaci na co dzień zajmowali się opowiadaniem sobie różnych zabawnych i pikantnych historyjek, robili to wszyscy, poczynając od furmanów i straganiarek po urzędników i sklepi- karzy. I jeśli nie napisano zbyt wielu utworów ani tym bardziej panegiryków na cześć samego Lwowa, to dlatego, że w centrum uwagi twórców było ży- cie towarzyskie. Nie architektura, pomniki, szerokie ulice, ale barwne życie i ludzie tworzyli aurę tego miasta. Śmiech, jaki rozbrzmiewał na ulicach i na papierze, miał charakter wielowymiarowy i posiadał liczne odcienie: od sar- kazmu po rodzaj ciepłego pobłażania. Dowcip był nie tylko monopolem hr. Aleksandra Fredry, w ostre pióra uzbrojeni byli także Józef Dzierzkowski czy bracia Aleksander i Józef Borkowscy. Kronika towarzyska: plotki, skandale i skandaliki, ale także niesprawiedliwość społeczna, głupota i egoizm szlachty i arystokracji były głównym tematem ich utworów. Obrazki lwowskie są świadectwem przekazywanego z pokolenia na pokolenia zmysłu obserwacyjne- go, ale także jakiejś wewnętrznej pogody, akceptacji własnego bycia w tym miejscu, zgody na jego ułomności i wady mieszkańców. Publicystyka łatwo przechodziła w literaturę piękną i na odwrót. A formy pograniczne – felietony, reportaże – pozwalały na ujawnienie często złośliwego i przekornego tem-

peramentu twórczego piszących. Przez dłuższy czas Lwów nie był uznawany za piękny. Na tle Krakowa wypadał niemal mizernie, szaro i nieefektownie1.

***

Tak się przedstawia Lwów z pierwszej połowy XIX w. A przecież miasto miało swoją długą i burzliwą historię, z epoki na epokę zmieniało się, przeobrażało, upadało i pod- nosiło się, wciąż żywe, niezwykłe, niepojęte, nawet wtedy, kiedy wydawało się mało atrakcyjne, zagubione i bardzo prowincjonalne. Ale i wtedy znajdowali się twórcy, którzy odkrywali w jego ukrytych zakamarkach jakąś niezwykłą rysę.

Oto jak wyglądało miasto w wyobraźni wędrowców, obieżyświatów, przybyszy   i obserwatorów miejskich tradycji i obyczajów. Ale też w wyobraźni polskiej arysto- kracji w początkach XIX w. We wspomnieniach księcia Ludwika Jabłonowskiego – jak się dowiadujemy – nie ma zachwytu ani sympatii, ani nawet zrozumienia. Z jego opisu wyłania się gród niezbyt przyjemny, prowincjonalny, a nawet przygnębiający:

Obraz Lwowa – pisze we wspomnieniach książę – jakim był w 1817 r., ciekawym być nie może. Była to wprawdzie czterdziestotysięczna, ale brudna i niepo- kaźna mieścina, otoczona wokół zwaliskami wałów, u nóg których składa- no z całego miasta po dołach śmiecie (…). Kilkanaście ubogich sklepów bez wystaw stanowiły ozdobę (…) centrum miasta (…). Spomiędzy gruzów, gdzie dziś plac Mariacki, sterczało parę nędznych dworków z ogródkami i żółcił się odwach na moście (…). Hotel George’a, dawniej Rosyjski, stał samotny. Pod- walem ciągnęły się dworki i kamieniczki, parkany, sadzawki pełne żab (…) aż po Krakowskie. Sykstuska, Jezuicka (Jagiellońska), Szeroka (Kopernika), dzisiaj najpiękniejsze ulice miasta, pyszniły się lichymi kamieniczkami (…). Brukowanym było całe śródmieście wielkimi okrąglakami, o chodnikach mowy nie były, więc błoto i pył po kostki2.

Tak powiada książę. Ale z historii miasta wiemy, że ten tak ponuro zarysowany obraz prowincjonalnego grodu nie przeszkadzał wielu wybitnym ówczesnym ary- stokratom, polskim magnatom, Potockim, Czartoryskim, Tarnawskim, Rzewuskim, w budowaniu lub przejmowaniu już istniejących tam posiadłości, domów, pałaców, zamków. Miasto miało więc też swój urok i dyskretny blask, który przyciągał coraz to nowych mieszkańców i skupiał uwagę podróżnych. Wyrastały pomysłowe budowle, pojawiały się cenione instytucje i ośrodki nauki, kultury i sztuki. Rozwijała się wie- dza, poszerzał swoje terytorium Uniwersytet Lwowski, kształciła się młodzież, rosły nowe biblioteki i przybytki sztuki, jak Ossolineum, lokalne galerie, seminaria i sce- ny teatralne. Lwów stawał się atrakcją, jak się wtedy powiadało, Galicji i Lodomerii, usuwając w cień nawet Kraków. Budował nowe, piękne, proste ulice, wprawiające w zachwyt promenady – jak się dowiadujmy z wielu relacji – na pierwszy plan wysu- wał duże place i pyszne, zielone parki, oryginalne i praktyczne w użyciu kamienice, pomniki chwały. I ściągał kolejnych zafascynowanych miastem mieszkańców.

A o Krakowie z połowy XIX w. kronikarze, artyści, pisarze powiadali: „ruina prze- szłości”, „trup stolicy”, „wielkie cmentarzysko”.

Zostawmy jednak Kraków. Wprawdzie lwowianie narzekali jeszcze na brudną    i cuchnącą, płynącą przez miasto Pełtew – co naturalne znalazło także odbicie w stro- fach poetyckich, choćby Józefa Dunina Borkowskiego, autora sonetów pełtewskich, będących parodią sonetów krymskich Mickiewicza – ale władze szybko przystąpiły do uregulowania biegu rzeki i narzekania powoli ustały. Warto jednak przytoczyć   z tamtego okresu fragment wiersza Borkowskiego, zatytułowanego Pełtew wieczo- rem (lata 30. XIX w.):

Słońce głowę schowało za świętego Jura W perły się rosy stroi pokrzywiana łąka

Szybka Pełtew w swym biegu ustawnie się jąka, Jakby ją łaskotała swawolna natura

……………………………………………

Melodyjnie słuch pieści dźwięk żaba i łąka, Słychać, jak grzmi złodziejska przed policją skóra.

W tym czasie (powstanie listopadowe) twórcy nie byli szczególnie pieszczeni przez władze austriackie, a przypomnijmy, że Lwów znajdował się wówczas pod zaborem austriackim. Służby specjalne przyglądały się bacznie, co robią i jak się zachowują poeci i prozaicy. W enuncjacjach na ten temat czytamy:

We Lwowie powstanie listopadowe przyjęto z entuzjazmem, komitet pomocy zbierał pieniądze, część młodych lwowian zaciągnęła się do wojska, a zaraz

po upadku powstania zaczęto organizować spiski. Niezadowoleni z tego po- wodu Austriacy powiększyli garnizon, a złą sławę zyskał sąd kryminalny na placu Halickim, gdzie przetrzymywano setki powstańców. (…) Wszyscy jak jeden mąż: Ordon, Siemieński, Smolka, Tyszkiewicz, Leon Rzewuski, Zaliwski, Heltman, Szymon Konarski, Goszczyński, Pol, Bielowski, Edward Dembowski

– czekali, szykowali się i wierzyli, że ktoś przyśle broń i że nowe powstanie zacznie się lada moment. Masowe aresztowania powtórzyły się po rozbiciu węglarzy polskich i spisku zawiązanego w środowisku Ossolineum w latach 1840-1842. Na miasto spadły represje, Lwów stał się wielkim więzieniem, pod zarzutem zdrady stanu aresztowano Pola, Fredrę, na śmierć skazano Smolkę, Ziemiałkowskiego, więzieni byli Siemieński i Bielowski. (…) Jednak największą porażkę polscy spiskowcy przeżyli w czasie Wiosny Ludów. (…) Dopiero w latach pięćdziesiątych XIX wieku Lwów otrząsnął się z nieszczęść, a zmiany polityczne i autonomia Galicji okazały się sprzyjające dla miasta i jego samodzielności gospodarczej (rozbudowa sieci kolejowej, w 1861 roku połączenie z Krakowem i Wiedniem). W czasie odwilży ważną rolę odegrał

„Dziennik Literacki”, wydawany od roku 1852 do 1870 organ lwowskich libe- rałów, będący przeciwwagą dla krakowskich konserwatystów. Redaktorem był Szajnocha, a potem m.in. Jan Dobrzański. Tu publikował Asnyk, Szujski, Estreicher, Kubala, Bełza, Limanowski, Klaczko, Tretiak, a także starzy wete- rani: Goszczyński, Zaleski, Lenartowicz. Lwów, w którym romantyzm żył dłużej niż w innych miastach, stał się miejscem kultu Słowackiego. (…) W tym mie- ście, gdzie znalazła dom na starość matka Słowackiego, Salomea Bécu, rów- nież doceniono ostatniego przedstawiciela romantyzmu, Artura Grottgera3.

Dopowiedzmy, zgodnie z tym, co pisze Monika Rudaś-Grodzka z IBL PAN, że:

Największe ożywienie naukowe i literackie nastąpiło po 1831 roku, po upad- ku powstania listopadowego. Po licznych wojennych perypetiach do Lwowa przybyli literaci-powstańcy: Seweryn Goszczyński, Lucjan Siemieński, Adam Gorczyński, Kazimierz Władysław Wójcicki, Dominik Magnuszewski, i za ich sprawą bujnie rozwinęło się życie literackie, naukowe i spiskowe. Osobą, wo- kół której skupiło się ówczesne środowisko, był August Bielowski.

(…) W latach czterdziestych XIX wieku modne były czwartki u Dzierzkow- skiego na Chorążczyźnie. Bywali tam m.in. Wincenty Pol i Karol Szajnocha. (…) Główną osobą publiczną Lwowa, obracającą się w kręgu arystokracji, był poeta i naukowiec Wincenty Pol, który osiadł tu w 1846 roku. (…) Jako zapa- lony meloman, przyczynił się do rozwoju muzyki w mieście4.

          1. LWÓW W WIEKU XX

Jednak prawdziwy rozkwit Lwowa nastąpił pod koniec wieku XIX i na początku XX stulecia. W kwietniu 1892 r. po raz pierwszy miasto odwiedził Stefan Żeromski. Był zachwycony. Lwów podziałał na niego jak magia. Nie mógł od niego oderwać oczu. Ulice, aleje, place, kamienice, pałace, pomniki kultury, urozmaicone krajobrazy, a tak- że żywe tętno nauki i kultury wzbudziły w nim wręcz entuzjazm. No i otwartość, serdeczność i europejskość stolicy Kresów. A miał co Żeromski oglądać. Zwiedzał bowiem jeszcze niedawno Monachium, Pragę i Wiedeń, mógł więc porównywać. Pi- sał do narzeczonej: „Kolosalne ulice, wspaniałe gmachy, imponujący rozmach w po- równaniu z dziwnie ciasnym i małomiasteczkowym Krakowem, nie mogącym wyleźć ze swego rynku (…). Lwów z niego wykipiał falą olbrzymią, rzucającą się naokół jak wspaniała piana”5.

Wybitny humanista, Artur Hutnikiewicz, tak opisuje przełom wieków:

(…) Lwów przeżywał istotnie swe najwyższe wzniesienie, urastał do rangi drugiej obok Krakowa stolicy kulturalnej wszystkich ziem polskich. Wspa- niały uniwersytet, na którym wykładali profesorowie tak znakomici i głośni jak Władysław Abraham i Oswald Balzer, Szymon Askenazy i Stanisław Za- krzewski, Edward Porębowicz i Kazimierz Twardowski, Marian Smoluchow- ski i Ludwik Rydygier; wielki teatr Tadeusza Pawlikowskiego, w którym  w wielkim repertuarze klasycznym i modernistycznym grali artyści najwięksi w dziejach sceny polskiej – Konstancja Bednarzewska, Jadwiga Mrozowska, Natalia Siennicka, Irena Solska i ich męscy partnerzy: Karol Adwentowicz, Kazimierz Kamiński, Władysław Roman, Ludwik Solski, Michał Tarasiewicz; wspaniałe biblioteki Ossolineum, Uniwersytecka, Baworowskich, Dziedu- szyckich i Pawlikowskich; towarzystwa naukowe – Filozoficzne, Historyczne, Literackie im. A. Mickiewicza i Przyrodnicze Kopernika; wielkie księgarnie i wydawnictwa Altenbergów, Gubrynowicza i Połonieckiego.

(…) Wojna wymiotła i rozproszyła po świecie wielu najwybitniejszych, któ- rych obecność przed rokiem 1914 sprawiała, że Lwów obok Krakowa był drugą stolicą Młodej Polski. Tu wyrośli na pierwszych poetów tamtego czasu Jan Kasprowicz i Leopold Staff, bracia Stanisław i Wincenty Korab Brzozowscy, Maryla Wolska i Bronisława Ostrowska, tu mieszkali i tworzyli w różnych okresach Gabriela Zapolska, Jerzy Żuławski, Zdzisław Dębicki i Kornel Ma- kuszyński, tu drukował swe dzieła Stanisław Brzozowski i tu działali najwy- bitniejsi krytycy epoki Ostap Ortwin i Karol Irzykowski.

Wojna i pierwsza lata powojenne zmieniły zupełnie ten krajobraz. Niektórych wydarzenia wojenne wymiotły daleko poza rodzinne strony i nie powrócili już nigdy do Lwowa, jak Staff, Makuszyński, Irzykowski, Kasprowicz, jesz- cze profesor i rektor, jednak coraz częściej i dłużej przebywał pod Tatrami, aż osiadł już na stale w swojej Harendzie pod Poroninem. Wierny miastu aż do tragicznego końca w czasie drugiej wojny światowej pozostał Ortwin, żywy łącznik między dawnymi a nowymi laty. Przenosili się w dzielnice zachod- nie lub centralne pisarze młodsi od tamtych – Jan Parandowski, Stanisław Wasylewski, Edwin Jędrkiewicz.

Część jednak pozostała – Maryla Wolska, w której willi „Zaświecie” za lat przedwojennych gromadziła się cała młodzież literackiego Lwowa ze Staf- fem na czele, wydała swój bodaj najświetniejszy tom poezji „Dzbanek malin” (1929), Stefan Grabiński, jeden z najoryginalniejszych prozaików polskich, jedyny przedstawiciel gatunku fantastyki niesamowitej w duchu Edgara Allana Poe, którego „Demon ruchu” stał się swoistą rewelacją literacką lat dwudziestych. Edward Porębowicz, genialny tłumacz arcydzieł literatury światowej, pozostał nadal trwałym elementem kultury Lwowa.

Jednocześnie dochodziło do głosu pokolenie postmodernistyczne, wpisujące się trwale w międzywojenne dzieje literatury polskiej poetyki: Anna Ludwika Czerny, autorka kilku tomików wierszy oryginalnych i szeregu znakomitych przekładów z poezji francuskiej i hiszpańskiej; Jadwiga Gamska-Łempic- ka, Beata Obertyńska, córka Maryli Wolskiej, aktorka, poetka i prozatorka, związana z medyckim kręgiem Pawlikowskich. Noweliści i powieściopisa- rze: Józef Bieniasz, małżeństwo Anna i Jerzy Kowalscy, związani z lwowską filią Zespołu Literackiego „Przedmieście”, Halina Górska, powieściopisarka, a jednocześnie bardzo aktywna działaczka społeczna, organizatorka akcji charytatywnych wśród proletariackiej młodzieży lwowskiej w stworzonym przez nią „Związku Błękitnych”; młody wówczas Teodor Parnicki, startujący ku swej przyszłej świetnej karierze odnowiciela gatunku polskiej powieści historycznej; dramatopisarze: Kazimierz Brończyk, autor popularnych wido- wisk teatralnych i Jerzy Tępa, wprowadzający nowy wówczas gatunek repor- tażu i faktomontażu dramatycznego. Wreszcie w połowie lat trzydziestych wystąpiła generacja najmłodsza dobrze się zapowiadających debiutantów: Włodzimierz Lewik, Stanisław Rogowski, Maciej Freudman, Jan Mazur, Ta- deusz Hollender, Jerzy Hordyński. Cały ten międzywojenny Lwów literacki nie mógł się zapewne równać z tym wcześniejszym, z przełomu wieków, ale w niejednym przypadku literatura ta reprezentowała poziom pisarstwa doj- rzałego, które zaznaczało się wyraźnie w ruchu awangardowym, w dążeniach do uspołecznienia literatury; niektórzy z ówczesnych debiutantów zdobyli znaczącą pozycję już po drugiej wojnie światowej6.

***

Ale wróćmy jeszcze na chwilę do przełomu epok – XIX i XX w. O Lwowie mówiono wtedy, ale i potem także, że miał w sobie coś z szaleństwa wyobraźni, z porażającej fantazji twórczej, z połączenia mistycznego świata artystycznej bohemy i przewrot- ności racjonalnego umysłu. Łączył w sobie niepojęte sprzeczności. Apoteoza sztuki biegła tuż obok upadku wiary w sens świata. Piękno dzieł artystycznych budowało trudną korespondencję z poczuciem rozpadu ludzkiej natury i zmierzchu epoki. Two- rzyły wtedy we Lwowie takie znakomitości, jak Leopold Staff, Kornel Makuszyński, Jan Kasprowicz, Stanisław Brzozowski i Karol Irzykowski. Zjawiała się Gabriela Za- polska. Poszukiwał czegoś Stanisław Przybyszewski, zapewne nie tylko wrażeń mi- łośnych w sypialni żony Kasprowicza.

A skoro o nim mowa, to przytoczmy niemal anegdotyczną wieść, jak to Przyby- szewski zamieszkał w domu poety. Znali się od dawna, pisywali do siebie listy, tytu- łując: „Mój Drogi, Najdroższy Jasiu”, „Drogi, Serdeczny Stasiu”. Prawili sobie pełne uwielbienia komplementy, z szacunkiem i miłością wyrażali się wzajemnie o swojej

twórczości. Nic więc dziwnego, że Przybyszewski odwiedził swojego przyjaciela. Był wtedy u szczytu sławy, podobnie zresztą jak Kasprowicz, więc mieli sobie wiele do powiedzenia.

Przybyszewski miał wówczas za żonę Norweżkę, Dagny, Karpowicz zaś Jadwigę Gąsowską, którą się zachwycał i poświęcał jej wiele strof miłosnych, a która urodziła mu dwie córki, Jankę i Hankę. Przybyszewski był wtedy nie tylko u szczytu sławy literackiej, ale także ogromnego powodzenia u kobiet. Nic dziwnego, że widząc przy stole uroczą małżonkę przyjaciela, postarał się zainteresować nią głębiej. Okazało się szybko, że on także nie był obojętny pani Jadwidze, więc gdy zaproponował jej randkę w Parku Stryjskim, zgodziła się ochoczo, a Przybyszewski szybko ją oczarował i to do tego stopnia, że wkrótce wyznał Kasprowiczowi: „Janku, kocham twoją żonę, mówię ci to dlatego, że chcę ciebie i ją uwolnić od ciężkiego życia. Żona twoja mnie kocha”. Zdumiony Kasprowicz podobno pobladł, przez dłuższy czas się nie odzywał, a po- tem wezwał żonę z drugiego pokoju i spytał: „Jadwisiu tu pan Przybyszewski twierdzi, że ty go kochasz. Czy to prawda?”. Jadwiga miała z wahaniem odpowiedzieć: „Nie wiem”. Kasprowicz nie czekał jednak na dalszy rozwój wypadków, rankiem zabrał cór- ki i wyjechał do Zaleszczyk, potem do Kamieńca Podolskiego i do Chocimia, po czym znowu szybko wrócił do Zaleszczyk i w ciągu nocy napisał jeden ze swoich najważ- niejszych wierszy, hymn Święty Boże, święty mocny, którego fragmenty przytaczamy:

Idź ze mną!

Zrzuć z Siebie, Ojcze, nietykalne blaski. Zgarnij ze siebie tę bożą,

tę władającą moc, co nad wiekami nieugaszoną płomienieje zorzą

i światłość daje światom,

i światy w swoim ogniu na popioły trawi!

Stań się tak lichy jak ja i skulony i, doczesności okryty łachmanem, wlecz się nieszczęsnym łanem,

za kluczem w dal przymgloną ciągnących żurawi, ku cichej na rozstajach kopanej mogile zapomnianego człowieka! (…)

O Boże, Święty Boże, Święty a Nieśmiertelny…

Maria Dąbrowska porównała ten wiersz, skargę i bunt, do Wielkiej Improwizacji Adama Mickiewicza. Podobno Kasprowicz po napisaniu wiersza padł jak martwy. Przybyszewski zaś męczył się pod koniec życia z wyrzutami sumienia. Pisał: „Och, Kasprowicz. Kasprowicz! Ciarki mnie przechodzą na myśl, com mu w obłąkaniu zro- bił. Jak strasznie się to pomściło i mści się, i mści!”.

Kasprowicz trochę się pożalił przyjaciołom, ale szybko zamilkł i już nie wracał do tematu niewiernej żony.

Po tej dygresji powracamy do Lwowa. Przez miasto wędrował nawet dyrektor kra- kowskiego teatru, Tadeusz Pawlikowski. Tętniło zatem na całego artystyczne życie Lwowa. Nie wolno zapominać też o Stanisławie i Wincentym Korab Brzozowskich, o Bronisławie Ostrowskiej i Maryli Wolskiej, z domu Młodnickiej, dziś niemal cał- kowicie zapomnianej. A prowadziła ona wówczas modny literacki salon, który na- wiedzały takie potęgi, jak m.in. Kornel Ujejski, nazywany „ostatnim wielkim poetą romantyzmu”, autor liryków wizyjnych i biblijnych psalmów, w których czuło się – jak powiadali krytycy – „głębokie zakorzenienie w etyce chrześcijańskiej” oraz przeko- nanie o zbawieniu narodu polskiego w obliczu klęsk kolejnych powstań. Przybywał do salonu Wolskiej również Władysław Bełza, ceniony poeta, piewca polskości, pu- blicysta, animator życia kulturalnego i oświatowego, autor słynnego wiersza Kate- chizm polskiego dziecka, zaczynającego się od słów: „Kto ty jesteś”. Wpadał oryginalny i błyskotliwy krytyk literacki Ostap Ortwin, docierała Maria Konopnicka, a także Jó- zef Ruffer. Oddajmy się na chwilę klimatowi tamtej epoki, ujawnionemu w wierszu Tamten świat – autorstwa właśnie Maryli Wolskiej:

Zawsze jakieś uchwały i racje, Jakieś nowiny…

Wczoraj w teatrze na „Kościuszce” tłumy! Nowa, polakożercza w parlamencie mowa, Hurko – Bismarck – Sejm Rzeszy,

Śląsk – rocznica styczniowa

i w katedrze msza święta żałobna… (…)

Nagła składka, czyjś pogrzeb, jakiś jubileusz, Niepoprawne krakowskie Stańczyki,

Ostatnie z Paryża dzienniki (…)

Najnowsza kronika Lama,

Ostatni – nieudany w Petersburgu zamach I list od pana Kornela

Z Pawłowa…

Gdy powstała II RP, jak już wspominaliśmy, ze Lwowa przenieśli się do Warszawy Staff i Irzykowski. Najwybitniejszym poetą miasta został wtedy Henryk Zbierzchow- ski, dziś niemal nieznany.

          1. DWUDZIESTOLECIE MIĘDZYWOJENNE

Kto i jaką rolę w tym okresie odgrywał w literaturze? Wymieńmy przynajmniej na- zwiska. Spośród poetów warto zapamiętać Annę Ludwikę Czerny, cenioną tłumacz- kę literatury francuskiej i hiszpańskiej, ale też interesującą liryczkę, autorkę fraz niebanalnych i we Lwowie lubianych. Wymieńmy Beatę Obertyńską, córkę Maryli Wolskiej, i Jadwigę Gamską-Łempicką. Z prozaików, nowelistów wymienić można Annę i Jerzego Kowalskich, Halinę Górską, Józefa Bieniasza i Teodora Parnickiego. Zaś z dramaturgów: Tadeusza Hollendera, Jerzego Hordyńskiego, Macieja Freud- mana, Jana Mazura, Kazimierza Brończyka, Jerzego Tępę,  Włodzimierza Lewika    i Stanisława Rogowskiego. Trudno wśród nich znaleźć gwiazdy literatury polskiej pierwszej wielkości. Może tylko Parnicki przetrwał próbę czasu. Lwów międzywojen- ny nie ma się za bardzo czym szczycić, chociaż – i to przyznajmy – jak na ówczesne postrzeganie literatury, wymienione postaci odgrywały ważną rolę w popularyzo- waniu polskiego słowa.

Za to wyjątkowe miejsce zachowała nauka o literaturze, mająca wśród luminarzy takie nazwiska czołowych teoretyków sztuki pisarskiej, jak: Stefania Skwarczyńska, Juliusz Kleiner, Roman Ingarden, Eugeniusz Kucharski, Leon Chwistek czy wywo- dzący się z tego środowiska Manfred Kridl i Zygmunt Łempicki.

A jakie pisma się w tym okresie ukazywały? „Kurier Lwowski”, „Słowo Polskie”,

„Gazeta Poranna i Wieczorna”, „Wiek Nowy”, „Chwila”. Pisma te miały też tygodnio- we dodatki literackie i kulturalne. Drukowane były również tygodniki, choćby takie jak „Nowe Czasy” i „Tydzień Polski”. Nie brakowało również miesięczników, np. „Kul- tura Lwowska”. Zagadnieniami teatralnymi zajmowały się: „Życie Teatralne” i „Sce- na Lwowska”, a muzyką i literaturą „Lwowskie Wiadomości Muzyczne i Literackie” oraz „Sygnały”. Spośród oficyn wydawniczych i wielkich księgarń należy wymienić: Ossolineum, Wydawnictwo Książek Szkolnych, Gubrynowicza, Altenbergów i Książ- nicę-Atlas.

SKRÓTOWY LITERACKI PRZEGLĄD HISTORYCZNY

Gdyby natomiast zbadać, jak kształtowała się mapa literacka we Lwowie przez wieki, musielibyśmy wziąć pod uwagę także pisarzy wywodzących się z innych kultur etnicz- nych, a zamieszkujących I lub II RP. Byliby to twórcy, którzy pisali zarówno w języku polskim, jak i w swoich językach narodowych, albo też w kilku różnych językach obok siebie. Rzućmy okiem na nazwiska najpierw z grupy pisarzy rusińskich i ukraińskich:

    • ■ Pamwo (Pawło) Berynda, ur. w 1555 r., rusiński działacz kulturalny i oświato- wy, pisarz i poeta.
    • ■ Platon Kostecki, ur. w 1832 r., rusińsko-polski dziennikarz, pisarz i poeta. Z pochodzenia Rusin, nestor dziennikarstwa polskiego. Nazywał siebie: „gente Ruthenus, natione Polonus”, czyli „z pochodzenia Rusin, z narodowości Polak”.
    • ■ Hryhorij Hanulak, ur. w 1883 r., ukraińsko-łemkowski pisarz, wydawca i dzien- nikarz.
    • ■ Jarosław Hałan, ur. w 1902 r., ukraiński pisarz i dramaturg.
    • ■ Iryna Wilde, właśc. Daryna Dmytriwna Makohon, ur. w 1907 r., ukraińska pi- sarka, autorka książek dla młodzieży.
    • ■ Wołodymyr Andrijowycz Barna, ur. w 1953 r., ukraiński poeta, dziennikarz, działacz społeczny.

Poznajmy też nazwiska lwowskich pisarzy żydowskich:

    • ■ Michael Berkowitz, ur. w 1865 r., żydowski pedagog i pisarz związany z Au- stro-Węgrami i Polską, pionier ruchu syjonistycznego.
    • ■ Mordecai Roshwald, ur. w 1921 r., izraelski i amerykański pisarz i filozof.
    • ■ Debora Vogel, ur. w 1902 r., dwujęzyczna żydowska pisarka, filozofka, krytycz- ka literacka, pisząca po polsku i w jidysz oraz po hebrajsku.

Do twórców austriackich związanych ze Lwowem zaliczamy:

    • ■ Leopolda Rittera von Sacher-Masocha, (ps. Charlotte Arand i Zoe von Ro- denbach), ur. w 1836 r., pisarza, nowelistę i dramaturga epoki romantyzmu, prekursora modernizmu. Od jego nazwiska pochodzi określenie zaburzenia seksualnego – masochizm. Od 1860 r. profesor historii na Uniwersytecie Lwowskim.
    • ■ Drugim austriackim, lwowskim pisarzem i bibliografem był Constantin von Wurzbach, ur. w 1818 r. Pisał po niemiecku.

Wymieńmy jeszcze pisarzy innych narodowości: ormiańskiej, słoweńskiej, czeskiej i rosyjskiej. Mnogość etnicznych kultur dowodzi wolności twórczej, jaka panowała we Lwowie przez wieki.

Adolf Abrahamowicz, ur. w 1849 r., komediopisarz pochodzenia ormiańskie- go, piszący po polsku.

    • ■ Matija Čop (Matthias Tschop), ur. w 1797 r., nauczyciel pochodzenia słoweń- skiego, bibliotekarz, literat.
    • ■ Václav Dundr, ur. w 1817 r., czesko-polski pisarz pochodzenia czeskiego. Nie mylić z czeskim pisarzem występującym pod tym samym imieniem i nazwi- skiem, Václavem Jiřím Dundrem (1811-1872).
    • ■ Z pisarzy rosyjskich przypomnieć trzeba Michaiła Pietrowicza Pogodina, ur. w 1800 r., historyka, pisarza, dziennikarza, przedstawiciela ideologii wielko- ruskiej i panslawizmu.
          1. LWOWSCY PISARZE POLSCY

Zbierzmy teraz w jednym miejscu polskich pisarzy z wielu epok, których kojarzymy ze Lwowem, tam się bowiem urodzili, tam uczyli, studiowali, mieszkali, tworzyli, przebywali czasowo, stamtąd czerpali motywy twórcze do swoich dzieł albo w jaki- kolwiek inny sposób byli związani ze stolicą polskich Kresów. Oto oni7:

Szymon Zimorowic, Mikołaj Sęp Szarzyński Ignacy Krasicki

Adam Asnyk Aleksander Fredro Franciszek Karpiński Jan Kasprowicz Maria Konopnicka Gabriela Zapolska Jan Parandowski Jerzy Broszkiewicz Jerzy Janicki

Leszek Elektorowicz Zbigniew Herbert Jerzy Hordyński

Stanisław Lem Kornel Makuszyński Anatol Stern

Tadeusz Boy-Żeleński Władysław Bełza Karol Irzykowski Marian Hemar Leopold  Staff Andrzej Kuśniewicz Julian Stryjkowski Tadeusz Śliwiak Stanisław Jerzy Lec Aleksander Wat Adam Ważyk

Adam Zagajewski

Gdyby dodać do nich wszystkich poetów, prozaików, nowelistów, eseistów, ba- daczy literatury związanych z Kresami, takich jak Mikołaj Rej, Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, a także całą plejadę innych, przed naszymi oczami pojawiłaby się ogromna mapa polskiej kultury, w której Kresy odegrały w historii rolę dominującą.

***

I na koniec piękne i mądre strofy naszego znakomitego poety, księcia nowej polskiej poezji – jak go już nazywają krytycy – Zbigniewa Herberta. Ale najpierw kilka słów o samym twórcy. Urodził się 1924 r. we Lwowie. Do opuszczenia grodu został zmu- szony w 1944 r. i nigdy już do niego nie powrócił. Nie ukrywał też nigdy, że „całą for- mację duchową wyniósł z rodzinnego miasta”, choć rzadko z imienia to miasto w jego wierszach się pojawia. „Miasto kresowe, do którego nie wrócę” – wyznał w Epilogu burzy, w książce z 1998 r. Znajdujemy tam ślady Lwowa choćby w takiej frazie: „Pio- runy biją w ten kamień skrzydlaty” (…). Czy nie chodzi tu o skrzydlatego lwa znaj- dującego się na lwowskim Rynku? Kiedy jeszcze mógł tam przebywać, mieszkał na Łyczakowie. Jego babcia, Maria z Bałabanów, pochodziła z rodu ormiańskiego. I to ona stanowiła dla niego duchowy wzór. Żyła i postępowała wedle chrześcijańskich zasad, będąc zarazem osobą dyskretną, powściągliwą w wygłaszaniu wszelkich opinii i pełną osobistej kultury. Nic dziwnego, że – jak sądzą krytycy i bliscy poety – w jego postawie i wyborach moralnych można doszukiwać się wszelkich cnót ukochanej babki. W Potędze smaku powiadał:

estetyka może być pomocna w życiu / (…)/ To wcale nie wymagało wielkiego cha- rakteru/ mieliśmy odrobinę niezbędnej odwagi/ lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku/ Tak smaku/ który każe wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo/ choćby za to miał spaść bezcenny kapitel/ ciała/ głowa”. Tego smaku, jak podaje Monika Kli- mowska, „w którym są włókna duszy i chrząstki sumienia8.

Powinniśmy także zapamiętać wzruszające słowa Herberta z 1985 r.:

Ci, którzy przeżyli okupację sowiecką 1939-41 we Lwowie czy Wilnie, mieli po pro- stu pojęcie o systemie sowieckim… Tacy jak ja uważali, że rok 1945 to nie jest żadne wyzwolenie, tylko po prostu najazd, dalsza, dłuższa, znacznie trudniejsza do przeżycia moralnego okupacja. Ja miałem doświadczenie lwowskie. Była to lekcja poglądowa, po której nie pozostały właściwie żadne wątpliwości co do zamiarów, koloru władzy i jej intencji… Ja jestem tym Polakiem prawobrzeżnym, wschodnim Polakiem, który właściwie wiedział o tym systemie wszystko w tydzień od wkroczenia armii-wyzwo- licielki do Lwowa (…) 9.

I na koniec owe strofy poetyckie wielkiego liryka, z których już fragmenty cyto- waliśmy:

W mieście, [w:] Epilog burzy

W mieście kresowym do którego nie wrócę jest taki skrzydlaty kamień lekki i ogromny pioruny biją w ten kamień skrzydlaty zamykam oczy aby go odpomnieć

w moim mieście dalekim do którego nie wrócę jest ciężka i pożywna woda

kto tobie kubek z tą wodą raz poda podaje wiarę że zawsze powrócisz

w moim mieście którego nie ma na żadnej mapie świata jest taki chleb co żywić może

całe życie czarny jak wiara że znowu ujrzycie kamień chleb wodę trwanie wież o świcie

***

I jeszcze: Moje miasto, [w:] Hermes, pies i gwiazda, 1957: (…) ocean lotnej pamięci

podmywa kruszy  obrazy w końcu zostanie kamień na którym mnie urodzono co noc

staję boso

przed zatrzaśniętą bramą mego miasta

***

I kończąc, wsłuchajmy się w tony tej uniwersalnej poezji:

Przesłanie Pana Cogito, [w:] Pan Cogito, 1974 idź wyprostowany wśród tych co na kolanach

wśród odwróconych plecami i obalonych w proch ocalałeś nie po to aby żyć

masz mało czasu trzeba dać świadectwo

Pamiętajmy o Herbercie, by w tej pamięci mieściły się także polskie Kresy.

LITERATURA

Hutnikiewicz A., Życie artystyczne Lwowa w latach międzywojennych, „Semper Fi- delis”, 3/1994, http://www.lwow.home.pl/semper/hutnikiewicz.html [dostęp: 11.10.2019].

Pamiętniki księcia Ludwika Jabłonowskiego, „Nowa Panorama Literatury Polskiej”, http://nplp.pl/artykul/lwow [dostęp: 11.10.2019].

Rudaś-Grodzka M., Lwów, „Nowa Panorama Literatury Polskiej”, http://nplp.pl/ar- tykul/lwow/2/ [dostęp: 11.10.2019].

Trznadel J., Hańba domowa, Warszawa 1994.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here